Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samorozwój. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samorozwój. Pokaż wszystkie posty

26 października 2012

RSS? Nie daj się wciągnąć!

Źródło
RSS to bardzo wygodny system, a właściwie kanał. Dzięki niemu możemy swobodnie porządkować strony, które nas interesują, bez zbędnego dodawania ich do ulubionych.

Warto wspomnieć, że dzięki RSS oszczędzamy ogrom czasu, ponieważ nie musimy wchodzić kilka razy dziennie (tak, tak prokrastynatorzy ;) żeby sprawdzić czy pojawiło się coś nowego.

Do porządkowania RSS służy m.in. Google Reader, ale nie pora i nie miejsce na dywagacje w stylu co i jak. Wspomnę jedynie, że do obwieszczania nowości służy mi RSS Feed Reader z Chrome Web Store. Dzięki niemu, bez konieczności wchodzenia na czytnik, mogę obserwować czy coś się pojawiło na ulubionych stronach.

I tu zbliżam się do sedna posta.

Wszystko byłoby ładnie i pięknie gdyby nie kanał. I nie mam na myśli tego RSS. Chodzi o niebezpieczeństwo jakie niesie za sobą zbyt liberalne podejście do tych jakże ważnych stron, które, a jakże, koniecznie musimy codziennie oglądać.

Któregoś dnia po włączeniu przeglądarki zauważyłam, że czeka na mnie 165 nieprzeczytanych rzeczy! 165! Od razu zakręciło mi się w głowie. Przecież to jak nic ze dwa dni przeglądania. Albo dzień, przy założeniu, że połowę odkliknę. Tak nie może być. Postanowiłam się zorganizować i co? Połowa stron trafiła do "kosza". Wprowadziłam prostą zasadę: jeśli na jakąś stronę nie wchodziłam od miesiąca, oznacza to, że nie jest aż tak zajmująca, a skoro nie jest zajmująca, jest więc zbędna.

Do kosza wrzućcie śmieci, powiadam Wam! :)

16 października 2012

Pomocy!

Powiedzcie proszę, że też tak macie i jakoś sobie radzicie. Wpadłam na jakiś niebezpieczny tor. Deadline'y się zbliżają, a ja siedzę i jestem bezradna. Odkładam, nie potrafię się skupić. Albo inaczej: potrafię, ale nie na tym co powinnam robić. Mam wrażenie, że to co muszę zrobić jest nudne, głupie, bez sensu (Ale nie będziesz miała magistra! Trudno.)

Nie wiem. Z jednej strony rozum mówi: zrób to szybko, to będziesz robić to co chcesz i lubisz. Ale z drugiej ciało nie chce się podporządkować, a godziny mijają. 

Chyba czas na jakąś dawkę motywacyjnych postów. Zawsze pomagały.

11 października 2012

A ty? Masz już Trello?

Szukając dobrych rozwiązań organizacyjnych trafiłam na plan (chyba) idealny. Zwie się to cudo Trello i jest darmowe, czyli po prostu lubimy to jeszcze bardziej.

O co w tym chodzi?

O kolorki, daty, pliki, a nawet: pracę grupową. Przyznam, że jest to użyteczne narzędzie do zarządzania ludźmi. Wystarczy stworzyć tablicę, udostępnić ją publicznie i już można delegować poszczególne zadania konkretnym osobom. 

Ja jestem obecnie w fazie testów, ponieważ postanowiłam rano zaczynać dzień od zaplanowania konkretnych czynności. Takie tam rozluźnienie przy porannej kawce. Do tej pory jakoś się sprawdza, więc jestem zadowolona.

Jakbyście byli zainteresowani: to mój przykładowy plan.

1 października 2012

Madzia szuka pracy i snuje plany na tydzień.

Nadszedł ten dzień! To znaczy nadszedł wcześniej, bo zdążyłam już wysłać kilka życiorysów, cefałek, ciwików, czy jak kto tam woli to nazywać. Wysłałam i czekam. 

Jestem z siebie dumna pomimo, że nie liczę na jakiś wielki natychmiastowy odzew. Uwierzcie mi, to że w ogóle zrobiłam ten krok powoduje że jestem z siebie dumna jak od dawna nie byłam. Po prostu wierzę, że zrobienie go przybliży mnie do uzyskania posady. Zdecydowanie lepsze to niż siedzenie na pupsku i stękanie, że pracy nie ma i nie ma.

Uznałam również, że będę wysyłać odpowiedzi na ogłoszenia o bezpłatne praktyki. Dlaczego? Bardzo proste:

  • dzięki nim będę mogła się zorientować czy w ogóle odpowiada mi dane stanowisko w danej firmie
  • zawsze mogę z nich zrezygnować jeśli znajdę płatną pracę i nie uda mi się pogodzić obu rzeczy (niestety jestem w takim wieku, że wypadałoby w końcu zarabiać na siebie)
  • będę się uczyć nowych rzeczy a nie siedzieć w domu
Dodatkowo zauważyłam, że moja pępowina z uczelnią żyje i ma się dobrze. Pomimo że rozpoczęcie roku akademickiego mnie nie dotyczy, jutro zjawiam się na zajęciach bo po prostu mam czas i chęci. No i nikt mnie nie wywali :D

Postanowiłam też utworzyć mini-plan tygodniowy na który składać się w tym tygodniu będzie:
  1. Poznanie Google AdWords 
  2. Utworzenie tekstów do portfolio
  3. Przeczytanie rozdziału o przecinkach (moja zmora!)
To by było na tyle. Życzcie mi powodzenia!

18 września 2012

Pomoc leniucha: ToDoList

Listy z serii ToDo sa o tyle dobre, że od razu widzimy co zrobić należy, a czego nie zrobiliśmy. Dodatkowym atutem jest możliwość obserwacji jak zadania "znikają" jeden po drugim. Po prostu nie ma nic przyjemniejszego niż skreślenie paskudnego zadania (czy jak kto woli żaby), przy akompaniamencie niecenzuralnego słownictwa ;)

Jest tylko jeden malutki problemik. 

Dotychczas używałam do tego kalendarza (takiego zwykłego, papierowego ;). Doszłam jednak do wniosku, że nie lubię pokreślonego wnętrza. Ptaszki również nie bardzo mnie pociągały, zdecydowałam się więc na Do It (Tomorrow) na Androida.



I znowu pojawił się problem, który można określić jednym zdaniem: Gdzie moja komórka? To nie tak, że ja rozrzucam telefon po całym mieszkaniu. Co to, to nie. Po prostu lubię skreślić zadanie zaraz po jego zakończeniu, a nie po jednym dniu, kiedy sobie przypomnę, że przecież nie skreśliłam. Brawo ja.

Ostatecznie dokonałam odkrycia: przecież ja wiecznie przy kompie siedzę. Ano. Rozejrzałam się więc za jakimiś programikami do przeglądarki i to był strzał w dziesiątkę.



Zaczęłam od wspomnianego wcześniej Do It (Tomorrow) i nie jestem pewna czy przy nim zostanę. Dlaczego?

  • Ikonka w przeglądarce służy jedynie do dodawania nowych zadań. Żeby je zobaczyć muszę wejść na stronę Do It z pozycji paska zadań (tam gdzie jest kalendarz, pojawia się ikonka Chrome). Jednym słowem: kiszka
  • Musiałam założyć nowe konto (O.K. darmowe, ale jednak)
  • Żeby zobaczyć liczbę zadań do zrobienia trzeba było włączyć tę opcję (kliknięcie prawym na ikonkę notesu --> Opcje)

Plusem jest możliwość zaznaczenia tekstu w przeglądarce i dodanie go do listy zadań.

Drugim programem, który zainstalowałam był zwykły ToDo List. Zwykły ptaszek na pasku przeglądarki i tyle radości. Po kliknięciu na ikonkę wyświetla się lista zadań (ale nie na nowej karcie tylko tak po prostu się rozwija). Możemy wówczas skreślić zadanie albo dopisać nowe.

Po wpisaniu zadania pojawia się numer oznaczający liczbę zadań i tu pojawia się minus: gdy wyłączymy i włączymy przeglądarkę, numerek zniknie, ale zadania zostaną. Po prostu należy kliknąć ptaszka żeby się znowu pojawiły numerki. Minus, ale nie uciążliwy ponieważ do listy non-stop zaglądam więc nie jest to problem.

Kończąc ten długi wywód stwierdzam, że Do It (Tomorrow) ze mną zostanie, ale pewnie nie na długo, natomiast ToDo List zdecydowanie jest faworytem.

3 września 2012

Nauka języka- sinusoida.

Wbrew pozorom to nie jest żadna metoda, to po prostu obserwacje. 

Czytam różne blogi z BGS w których wiele się pisze o nauce języka. Każdy ma swoją metodę, ale ogólna zasada jest taka żeby mieć plan i się do niego stosować. 

Plany są różne: a to nauka codziennie kilku nowych słówek, a to przerabianie kolejnych lekcji. Ja też miałam taki plan. Niestety nic z niego nie wyszło. No nie potrafię się zmusić do takiego systemu. A może po prostu nie chcę? Może po prostu muszę znaleźć inną metodę?

Ostatnio zauważyłam, że wiele z moich działań można dopasować do sinusoidy: najpierw jest wzrost zainteresowania danym tematem, potem następuje istne apogeum kiedy danej rzeczy poświęcam praktycznie cały dzień chłonąc informację i ucząc się jak szalona. Po jakimś czasie napięcie słabnie i opada, a ostatecznie przechodzi w stan "uśpienia" kiedy praktycznie daną rzeczą się nie interesuję. Przynajmniej do czasu, choć zdarza się również, że definitywnie tracę zainteresowanie. Czy to źle? Do tej pory myślałam, że tak. Teraz już taka pewna nie jestem. Jeśli tracę zainteresowanie bezpowrotnie to oznacza to tyle, że nie sprawiało mi to wystarczającej radości, nie było dla mnie mówiąc najogólniej. A ja lubię jak mi coś sprawia przyjemność. Nie jestem jakąś totalną hedonistką, potrafię się zmusić do niektórych rzeczy, pytanie tylko czy życie polega na ciągłym zmuszaniu się? Nie sądzę.

W związku z tym podstrona Języki trafiła do kosza, bo mam zamiar uskuteczniać moją sinusoidę. Zdaję sobie sprawę z tego, że lepsze efekty osiągałabym ucząc się systematycznie. Niemniej jednak wolę aby sprawiało mi to radość i było efektywne chociażby w tych 50%. Nie lubię tracić czasu na robienie rzeczy, które mi nie sprawiają przyjemności, bo w tym czasie tracę możliwość robienia rzeczy fascynujących. A uważam, że one lepiej wpłyną na mój ogólny samorozwój niż plan na widok którego będę się krzywić.

29 sierpnia 2012

Biografie - pomoc w znalezieniu motywacji?

 Moje ostatnie zakupy książkowe były jasno sprecyzowane: zakupić biografię. Napaliłam się na biografię Stephena Kinga bo:
  • No po prostu uwielbiam tego gościa!
  • S. King ciągle żyje ;)
Nie ukrywam, argument o żywotności był ważny. Czytanie o życiu pisarza w, dajmy na to, dziewiętnastym wieku jest dla mnie jak oderwana od rzeczywistości fantastyka. Ot, ciekawostka przyrodnicza a nie inspiracja. 

Poszperałam i ostatecznie wyszłam nie jest "czystą" biografią bo w książce znalazły opisy filmów, które nakręcono na podstawie książek Kinga (nawet wypisane role, które pisarz w nich zagrał), zestawienie wydarzeń z życia z wydarzeniami na świecie- co naturalnie miało wpływ na twórczość mistrza grozy no i rzecz jasna sama biografia. 

Póki co "utknęłam" na okresie dzieciństwa, szkoły średniej i muszę przyznać że po raz kolejny uświadomiłam sobie jak mam łatwo w życiu. Nigdy nie musiałam zdobywać jedzenia, pracować od nastoletnich lat życia i mimo tego nadal potrafię od czasu do czasu ponarzekać. Choć przyznaję, że już się z tego po części wyleczyłam. Serio, nie mam zamiaru rozpaczać że np. nie mam stu metrowego mieszkania, super bryki czy jakiegoś wypaśnego sprzętu elektronicznego. Mam co mam i dobrze mi z tym. Głodem nie przymieram. Niemniej jednak uświadomiłam sobie że jednak się rozleniwiłam. Niby mam mnóstwo czasu bo nie zapitalam na trzech zmianach w fabryce ale jednak nie wykorzystuję go tak, jakbym chciała. Marnuję cały czas zbyt dużo czasu.

Drugą pozycją z którą wyszłam z księgarni była biografia Tokiena. Przyznaję, poleciałam na ładną okładkę i twardą oprawę (jak zwykle z resztą). Jeszcze nie czytałam, jedynie zaglądnęłam na ostatnie strony z genealogią i zdjęciami. Podejrzewam, że w tym wypadku to będzie biografia w pełnym znaczeniu tego słowa. 

Żółte kartki i mistrz na okładce z fajeczką. No super po prostu. Nie mogę się doczekać kiedy się za nią zabiorę.

Przyznam, że wzięłam biografie pisarzy z konkretnego powodu: nic nie nakręca na pisanie tak jak czytanie o pisaniu. Absurd? Niekoniecznie.

Teraz pytanie do Was: Czytacie biografie? Jeśli tak to dlatego? Po prostu lubicie czy szukacie inspiracji, motywacji, czegoś innego? Piszcie!


7 sierpnia 2012

Czas na radykalne środki.

Jestem mistrzem oszustwa. Oszukuję samą siebie, że coś robię, że przecież wejście na chwilę na daną stronę nic nie znaczy, bo tyyyle zrobiłam. Tak nie jest. Jest sierpień, magisterka ma ledwo 13 stron, jestem na siebie wściekła i jednocześnie bezsilna. Czuję się jak egzemplarz wybrakowany, leniwy, totalnie do niczego. Znowu wielkie plany legły w gruzach. Muszę wziąć w końcu dupę do pracy. Nie ma zmiłuj!! Poprosiłam Dziubdziusia żeby zablokował kilka stron. Tak po prostu: od 7 do 21 zostały wyłączone następujące strony:

  1. Wizaż (pożeracz czasu numer 1)
  2. Facebook
  3. Kwejk
  4. Demotywatory (żeby nie kusiło)
  5. YouTube (żeby nie kusiło)
  6. Pudelek (tak, nawet po to sięgałam z "nudów")

Lista może ulec zmianie jeśli zacznę za bardzo kombinować. Po prostu: muszę się sprężyć i koniec. Być może tego typu drastyczne środki będę musiała stosować do końca życia. Trudno, ważne żeby zadziałały.

2 lipca 2012

Podsumowanie czerwca i plany na lipiec

 Nie wyszło zbyt spektakularnie. Punktów w planie było 6, zrobiłam 2 (33%). Słabo strasznie, ale jest wymówka: po pierwsze sesja. Za każdym razem gdy zabierałam się do innych czynności, miałam wyrzuty sumienia, że nie robię nic do sesji. 
  Ze sportowych zaliczeń widzę: przebiec 3,40km ciągłym biegiem. No cóż: nie biegam 3,40km bez przerwy ale marszobiegiem "załatwiam" 5km. Myślę, że to i tak nieźle. Tak poza tym:


   Dodatkowo w moim życiu pojawiło się coś co może wykiełkować w jakąś pasję. Naturalnie chodzi o wyprawy, które zaczynają coraz bardziej zajmować mój umysł, ręce (dzięki Wam bogowie za kijki do trekingu!) i nogi, w związku z czym nowe cele pewnie się pojawią.

Natomiast plany na lipiec wyglądają następująco:

JĘZYKOWO:
  • Opanować lekcje 1-5 z książki "Barbajorgos" 
  • Opanować lekcje 1-3 "Czeski dla początkujących"
  • Przygotować listę 20 słówek (czeski) o tematyce: jedzenie i się ich nauczyć 
SPORT:
  • Przygotowania do zawodów w Oleśnicy (5 km)- polepszyć czas.
  • Zdobyć Śnieżkę
  • Przejść fragment Głównego Szlaku Sudeckiego (plan bardzo elastyczny, zależy od reszty drużyny)
INNE:
  • Zebrać materiały do pracy mgr (w sierpniu zamykają bibliotekę)
  • Nauka na zaliczenia na wrzesień (przetłumaczyć jeden tekst i nauczyć się 3 stron drugiego)
  • Uporządkować "mieszkaniowy burdel" czyli Generalne Porządki
  • Akademia PARP dokończyć kurs i zacząć kolejny

19 czerwca 2012

I chcę i się boję.

    Co prawda zamiast rozmyślać powinnam siedzieć na tyłku, tłumaczyć tekst i pracować nad magisterką, ale tak to już jest że jak coś zaprzątnie mój umysł, to nie mogę się skupić na innych rzeczach. Przynajmniej dopóki nie domknę jakiegoś rozdziału. Ostatnio trafiłam na grafikę:


   W związku z tym zaczęłam się zastanawiać: o czym myślę codziennie? Bez czego tak naprawdę nie mogę żyć? Do głowy przyszły mi dwie rzeczy:
  1. Pisanie
  2. Fotografia
   Być może jest to sztampowe, ale nic nie poradzę że obie te rzeczy skutecznie potrafią mnie zająć na wiele godzin. Nawet się nie zorientuję kiedy tylko jeden artykuł zamienia się w trzy godziny ciągłego siedzenia. Chciałabym się tak wkręcić w pisanie magisterki, ależ bym chciała. 
  Co prawda tylko jedną z tych rzeczy planuję się zająć zawodowo, ale kto wie? Nie jestem w stanie przewidzieć tego co nadejdzie. W końcu każdy dzień przynosi jakieś niespodzianki. Zabawnie te moje przemyślenia zbiegły się z postem Pawła o resecie. Jest to pewnego rodzaju reset. Mam plan, który zaczyna nabierać kształtów. Mam projekt, który zamierzam uruchomić po obronie. Tak naprawdę to czas pokaże co z tego wyjdzie. Ja jedynie mogę się ograniczyć na dążeniu do celu. Choć nie jest to znowu tak wielkie ograniczenie.

A czego się boję?

Tego czego wszyscy: porażki. Ale z drugiej strony wiem, że porażki są pewnym sygnałem. Oznaczają po prostu że próbowałam. Co prawda nie wyszło ale brak działania jest jeszcze gorszy.

Tak mi się przypomniało (tak, wiem kolejny banał ;)

"Czarodziejka zawsze działa. Źle czy dobrze, okaże się później. Ale trzeba działać, śmiało chwytać życie za grzywę. Wierz mi, malutka, żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się."
Wiedźmin, A.Sapkowski

11 czerwca 2012

Po urlopie - plan dnia #4

Chcąc nie chcąc miałam w zeszłym tygodniu urlop. Całe szczęście, że z naszej dwójki to ja wyglądam na pretendenta do pracy w domu. Gdyby Dziubdziuś miał taką formę zatrudnienia to chyba musielibyśmy być jakimiś dziedzicami, którzy nie przejmują się zarobkami.



Dziś już jest jak dawniej. Odzwyczaiłam się co prawda od wczesnego wstawania, ale mam nadzieję że rytm dnia wróci do normy w ciągu tego tygodnia. Żałuję trochę, bo argument "przecież nie muszę wstawać, jeszcze godzinkę pośpię" zaczął znowu na mnie działać, a nie działał przez ponad miesiąc. Trudno. Najwyraźniej jestem osobą, która będzie się musiała całe życie kontrolować. Jak jakiś leniuch-nałogowiec ;)

W związku z uporządkowaniem harmonogramu czas na plan dnia numer 4:

  1. Przetłumaczyć stronę na zaliczenie
  2. Magisterka- przerobić przynajmniej 6 stron
  3. Akademia PARP - 1 lekcja
  4. Skończyć plan opowiadania
  5. Skończyć mapę myśli dot. bloga


Kawka z syropem migdałowym, śniadanko z kiełkami rzodkiewki i do roboty mili państwo!

10 czerwca 2012

Keep calm and... MAGISTERKA!

Był taki czas, spokój, nic się nie dzieje. Trochę na to za późno, czas ruszyć do pisania magisterki. 
Niestety, jeśli mam zamiar się obronić we wrześniu (a mam) to trzeba ruszyć cztery litery do roboty.


1 czerwca 2012

Szkolenie: Akademia PARP



  Pierwszy kurs, który zaczęłam w Akademii PARP był zatytułowany:


Planowanie własnej kariery zawodowej


 Nie chciałam brać się za inne zagadnienia, postanowiłam się rozejrzeć. Po pierwszym module uznałam, że kurs ma bardzo interesującą formę. Jest przygotowany w ten sposób, żebyśmy nie czytali przydługich tekstów (np. skopiowanych z Wikipedii ;). 
 Dzięki temu dostajemy do ręki zestaw gdzie: 
  • najeżdżamy myszką na obrazki
  • rozwiązujemy psychozabawy
  • łączymy kostki w pary
  • czytamy i rozwiązujemy testy
 Bardzo dobrym pomysłem są pretesty i posttesty. Dzięki temu możemy określić naszą wiedzę na początku pracy z modułem i zweryfikować to, czego się nauczyliśmy na końcu. 

 W związku z tym, że tematy innych kursów są również interesujące, zamierzam jeszcze się pokręcić po Akademii.

 Kolejną sprawą jest zdany egzamin z nowogreckiego. Bałam się szczególnie gramatyki. Nigdy za nią nie przepadałam, traktowałam  po macoszemu. Po prostu starałam się wyczuć język, by któregoś dnia nie obudzić się z problemem:
"Zapomniałam formy, nie umiem tego zdania powiedzieć jak należy."
Na szczęście wszystko poszło zgodnie z planem, wpisik jest, plany na przyszły semestr również- poprosiłam prowadzącą, żeby mnie nie wykreślała w listy mailingowej i dalej przysyłała materiały na zajęcia. Jednym słowem: sukces! 

Małe święto, duże plany: 


Pomimo tego że dziś świętuję, nie mogę zapomnieć o planie dnia:
  1. Zrobić moduł albo dwie lekcje Akademii PARP
  2. Przeczytać 4 strony do pracy magisterskiej
  3. Skończyć pisać plan opowiadania

30 maja 2012

3# - Plan dnia



 To już trzeci dzień eksperymentu. Nie wiem jak długo będzie trwał, póki co się sprawdza. Zawsze lepiej jest zobaczyć 2 zrobione rzeczy na 5 niż żadnej. No i nie ukrywam, że świadomość "podglądactwa" moich planów mobilizuje jeszcze bardziej. 
  Dziś kolejny dzień z nowogreckim. Jeszcze trochę- jak tylko zaliczę ten egzamin to będę się mogła zabrać za inne rzeczy. 
   Zauważyłam, że kolorki też są dobrym pomysłem. Widzę co jest ważne, co trzeba zrobić od razu. Widzę też, że jak tak dalej pójdzie to łazienka otrzyma niebieski priorytet ;)
  1. Nowogrecki- do egzaminu.
  2. Przeczytać 4 strony do pracy magisterskiej.
  3. Napisać 500 słów opowiadania
  4. Zrobić jedną lub dwie lekcje Kursu PARP
  5. Sprzątnąć łazienkę.

29 maja 2012

2# - Plan dnia


 Pierwszy dzień eksperymentu się sprawdził. Mam teraz mnóstwo przygotowań do egzaminu, więc tego typu posty bardzo się przydadzą :) Co prawda łazienka niesprzątnięta, ale jeszcze ewolucji nie przeprowadza, więc jest dobrze. ;)

Rzeczy na dziś:
  1. Wziąć wpis.
  2. Nowogrecki- do egzaminu.
  3. Przeczytać 4 strony do pracy magisterskiej.
  4. Napisać 500 słów opowiadania
  5. Zrobić jedną lub dwie lekcje Kursu PARP
  6. Jeśli stan nogi pozwoli- bieganie.
  7. Sprzątnąć łazienkę.

28 maja 2012

Plan dnia- eksperyment

 Moje lenistwo to przebiegła bestia. Nawet nie wiem czy jest to lenistwo. Zawsze potrafi mnie podejść, szczególnie wtedy, kiedy robię plan dnia, a pod koniec widzę zero skreśleń. Jak to się dzieje? W związku z tym przyszedł czas na eksperyment pt. Plan dnia. Tytuł nie jest odkrywczy, natomiast motywacja jak najbardziej. 

Idea jest taka

 Ustalać plan dnia (niekoniecznie dzień wcześniej, niekiedy zadania wyskakują w ciągu danego dnia), wpisać go na bloga i sukcesywnie realizować. Chodzi o to, żeby widzieć co zrobiłam i w jakim stopniu. No i nie ukrywam, że wstyd to straszny kiedy inni zobaczą, że nic nie robię :) Zero oszukiwania, czysta realizacja! Udało się z porannym wstawaniem, to dlaczego miałoby się nie udać teraz.

Kodowanie:

Kod czerwony - wysoki priorytet, zadanie koniecznie na dziś
Kod niebieski -  średni priorytet, jeśli kod czerwony zostanie zrealizowany, można się zabrać za niebieski
Kod zielony - niski priorytet, do zrobienia po wykonaniu innych czynności
Kod czarny - brak priorytetu, pierdółki bez których świat się nie zawali, lub można je zwalić no kogoś innego ;)

Plan na dziś:
  1. Skończyć notatki z nowogreckiego do egzaminu.
  2. Przeczytać 3 strony plus notatki do pracy magisterskiej
  3. Zrobić lekcję lub dwie kursu PARP
  4. Porządek w łazience

Co myślicie o tego typu systemie? Sprawdzi się to to? A może jakieś sugestie?

27 maja 2012

Dlaczego nie lubię niedzieli?

Źródło
   [8:00]
     Jak to jest, że przychodzi niedziela i jestem zwyczajnym flakiem? Nie chce mi się wstawać, a jak już wstanę i wyjrzę przez okno to mam ochotę się zaszyć pod kołdrą. Ósma rano, pusta ulica, zero motywacji. 
   [10:00]
       Lista zadań dumnie leży na biurku. Zerkam na nią i z grymasem na twarzy zamykam kalendarz. Zupełnie jakbym zobaczyła coś obrzydliwego.
   [13:00]
     Skoro już wegetowałam do tej godziny, to wypadałoby zjeść obiad. Na szczęście głód mnie motywuje. Szału nie ma, ale przynajmniej mam co rzucić na talerz. To teraz kawka/herbatka i pora zacząć snuć się dalej.
   [15:00]
         Zaczynam irytować się coraz bardziej. Tyle planów i nic. Wczoraj miałam olbrzymie pokłady uczucia na "m", a dziś? Ano, dziś już nie mam. Rzut oka na ulicę: nadal pustki. Ojej, jak późno! 
   [18:00]
       Zaczynam się budzić do życia. Chyba czuję oddech listy z kalendarza na karku. Udało mi się zrobić jeden moduł z kursu. Sukces. Praca magisterska leży i kwiczy, nowogrecki również. Cóż, zdarza się.

    Wniosek jest jeden: niedziela kompletnie mi nie służy. Nie znoszę tego dnia. Czuję się jak flak, praktycznie przebimbałam cały dzień. Jestem na siebie zła, ale pocieszam się, że jutro jest poniedziałek i będzie lepiej. Tak właściwie to lubię poniedziałkowe poranki. Mam wrażenie, że spotka mnie wiele ciekawych rzeczy i czuję się pełna energii. Przynajmniej do następnej niedzieli.

26 maja 2012

Szukam pracy, piszę CV

   Ostatnio postanowiłam zarejestrować się w LinkedIn. Kiedy już było po wszystkim, zaczęłam się rozglądać "po ludziach" i grupach gdzie trafiłam na link do ciekawych kreatorów CV. Lubię takie "zabaweczki" więc musiałam przetestować. 
   Rezumey.pl pozwala na stworzenie życiorysu w formie infografiki. Świat oszalał na ich punkcie, więc nic dziwnego że nawet własne osiągnięcia można przedstawić w tej formie. Do wyboru jest kilka szablonów, potem wystarczy wypełnić odpowiednie pola i gotowe. Naturalnie żeby zapisać albo udostępnić CV trzeba się zarejestrować. Według regulaminu w fazie testów korzystanie zwykłe i premium jest darmowe. Podejrzewam, że kiedy testy się skończą "premiumka" będzie dodatkowo płatna. 
    W sumie to nie wiem co o tym myśleć. Chyba po prostu zależy na jakie stanowisko aplikujemy. Są miejsca gdzie tego typu kreatywne podejście do życiorysu będzie pożądane, ale są takie gdzie nie będzie to mile widziane. Niemniej jednak pomysł jest bardzo przyjemny. 

Zasadniczo mogłabym tego typu CV zrobić od A do Z. Ciekawy plan na przyszłość.

25 maja 2012

Pierwszy moduł zaliczony- kim jestem?

   Zabrałam się dziś za kurs Akademii PARP. Zagadnienia, szczególnie marketing, bardzo mnie zainteresowały więc postanowiłam spróbować. Po ukończeniu pierwszego z siedmiu modułów pt. "Czym jest kariera zawodowa?" stwierdzam, że jestem :

  • typem artystycznym
  • kreatywnym
  • szukającym nowych wyzwań
  • lubiącym się uczyć
  • lubiącym swobodę działania
  • ze zdolnościami językowymi
  • lekkim piórem
Kilka informacji okazało się przydatnych. Chyba nawet mogę dzwonić do rodziców z podziękowaniem, że mnie akceptowali dzięki czemu nie zrujnowali mi potencjalnej kariery. O psychice nie wspomnę :)

Jestem ciekawa co będzie dalej :)

ShareThis